We Wrocławiu pożegnaliśmy lata osiemdziesiąte
(WROCŁAW) Na półkach sklepowych tylko ocet i musztarda. Kilometrowe kolejki po wszystko. Kartki na mięso, cukier, mąkę... Papier toaletowy był towarem luksusowym. Alkohol można było kupić po godzinie trzynastej. Pamiętamy jeszcze te czasy?
Wczoraj na wrocławskim rynku starano się nam je przypomnieć. I przypomniano nam, ale to, że żyjemy pod koniec lat dziewięćdziesiątych. A teraz, nie da się ukryć, liczy się głównie marketing.
I tak na pomarańczowych czapeczkach mikołajów przypominających nam o legendarnej Pomarańczowej Alternatywie majora Frydrycha, królowało logo francuskiego supermarketu. Samolot zrzucający ulotki (miały nam przypominać nielegalne druki antykomunistyczne) zrzucał reklamy wrocławskich sklepów i banków. Nielegalna drukarnia promowała... siebie (Drukuj tylko u nas). Itd., itp. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Ale cóż. W takich czasach żyjemy. I dobrze.
Imprezę Pożegnanie lat osiemdziesiątych rozpoczął wiceprezydent miasta Stanisław Huskowski. Skokiem przez mur. Tak, jak niegdyś Lech Wałęsa.
Póˇniej przyjechały do nas dary z zachodu, czyli samochód coca - coli. Z odpowiednim kuponem można było dostać puszkę coli za darmo.
Na rynku stał samochód (wówczas milicyjny, teraz policyjny) z armatką wodną. W taki sposób rozganiało się wtedy nielegalne demonstracje.
- Teraz jeˇdzimy nim na mecze. Rozganiać kibiców - wytłumaczył mi siedzący w samochodzie policjant.
O godzinie osiemnastej w rynku stanęła największa kolejka w dziejach. Tym razem nie po papier toaletowy, ale po.... lody, za darmochę. I rzeczywiście, kolejka była imponująca.
Mogliśmy posłuchać przebojów lat osiemdziesiątych, kupić na aukcji unikatowe zdjęcie Władysława Frasyniuka lub zrobić sobie zdjęcie w roli... zomowca.