Lotos Gdynia - Polfa Pabianice 87:78
Inauguracja rozgrywek ekstraklasy koszykarek w Gdyni o mało nie zakończyła się sensacją. Mająca aspiracje odzyskania mistrzowskiego tytułu drużyna Lotosu okrutnie męczyła się z ogołoconą z większości wartościowych zawodniczek Polfą Pabianice. O zwycięstwie gdynianek przesądziły dopiero ostatnie trzy minuty spotkania.
- Cieszę się, że udało nam się stworzyć dobre widowisko - mówił po zakończeniu spotkania Tomasz Herkt. - Wynik niemal do końca był otwarty. O naszej porażce zadecydowała krótka ławka rezerwowych. W końcówce musiałem wpuścić na parkiet 16-letnią Ewelinę Galę i zaledwie o dwa lata starszą od niej Małgorzatę Kudłak. Nie mam do nich żadnej pretensji. Brakowało im centymetrów i doświadczenia, aby mogły pod koszem skutecznie rywalizować ze środkowymi Lotosu - dodał trener Polfy.
- Pabianiczanki zagrały na bardzo wysokim procencie skuteczności (75 procent w rzutach za dwa pkt) - zauważył trener Lotosu Krzysztof Koziorowicz, który słabszą postawę swoich podopiecznych tłumaczył brakiem kontuzjowanej Serbki Moniki Veselovski i chorej Amerykanki Tamiki Whitmore.
W drużynie Polfy nie było żadnej zagranicznej zawodniczki. Trener Herkt dysponował tylko jedną doświadczoną (36-letnia Beata Krupska Tyszkiewicz) i zaledwie trzema ogranymi w ekstraklasie koszykarkami (Agnieszka Pałka, Emilia Lamparska, Alicja Perlińska). Wydawało się że w tej sytuacji, nawet osłabiona brakiem dwóch podstawowych zawodniczek, drużyna Lotosu nie będzie miała problemów z odniesieniem pewnego zwycięstwa.
Tymczasem przez całą pierwszą połowę spotkania inicjatywa należała do Polfy. Tyszkiewicz, Pałka i Lamparska raz po raz dziurawiły kosz gdyńskiego zespołu, zapewniając przyjezdnym kilkupunktowe prowadzenie. Za skuteczną grę w obronie pabianiczanki płaciły przewinieniami. Do przerwy Tyszkiewicz i Pałka uzbierały ich po cztery.
Choć obie nie mogły już ryzykować popełnienia piątego faulu, dopiero w połowie trzeciej kwarty środkowej Lotosu Ewelinie Kobryn udało się doprowadzić do remisu 50:50. Chwilę później „za trzy” trafiła Merike Anderson i gdynianki wyszły prowadzenie. Nie oddały go już do końca, choć rywalki niemal do ostatnich minut nawiązywały równorzędną walkę.
Skapitulowały dopiero o tym, jak boisko na 3,5 minuty przed końcem opuścić musiała za pięć przewinień jedyna ich klasyczna środkowa, Pałka. 16-letnia Ewelina Gala nie była w stanie zatrzymać środkowych Lotosu, Kobryn i Magdaleny Leciejewskiej, które spod kosza zdobyły decydujące o zwycięstwie Lotosu punkty.
Na postawę gdynianek w tym spotkaniu, oprócz absencji Whitmore i Veselovski, wpływ miała słabsza dyspozycja rozgrywających Pauliny Pawlak i Iryny Riuchiny. Wyraźnie przegrały rywalizację z Krupską-Tyszkiewicz, która nie mogła liczyć na żadną zmianę i musiała grać przez pełne 40 minut. 36-letnia rozgrywająca Polfy zdobyła w tym czasie 24 pkt, zaliczyła sześć asyst i miała tylko dwie straty. Gdynianki, choć w sumie przebywały na parkiecie prawie o 15 minut dłużej, zdobyły tylko 10 pkt, uzbierały cztery asysty i miały trzy straty.