Rozmowa z reżyserem Januszem Zaorskim
Dziennik Zachodni: Pana najnowszy film będzie nosił tytuł Syberiada Polska.
 
JANUSZ ZAORSKI: Prace nad tym filmem już się zaczęły. Kompletujemy obsadę, czytamy książki. W lecie pojedziemy zrobić dokumentację na wschodnią Syberię, gdzie trafili Polacy wysiedleni z Podola. Część wylądowała koło Irkucka, część koło Nowosybirska, w mroźnej tajdze. Co tu dużo mówić, jak jest minus 50 stopni, to nie ma mowy o życiu. To w najlepszym razie wegetacja. To był dramat wielu milionów Polaków. Z przyczyn cenzuralnych za komuny nie było możliwe zrobienie filmu o tym. Potem nie było na to pieniędzy. Teraz, po 18 latach od zmiany ustroju, jest pewna szansa, że w koprodukcji z Ukrainą, a może nawet z Rosją, uda się zrobić zdjęcia. Chciałbym, żeby powstał siedmio- lub ośmiogodzinny serial oraz film kinowy. Książka Zbigniewa Domino liczy 510 stron, to jest epopeja.