Ludzie z ławki
Lata siedemdziesiąte, przypomnę. Skrawek osiemdziesiątych jeszcze. Wszystko, co najlepsze. I żółto-niebieskie. Lata Arki. Lata prawdziwego szaleństwa. Kierunek – Ejsmonda! Najbardziej wydeptany gdyński szlak w tamtych latach. A potem... A potem piosenka. „...Już nasza Arka do boju mknie. Nawet gdy wicher dmie...”. A wiało niekiedy, oj wiało. Morskie fale – morski wiatr! – tuż za słynną górką przecież. I jakby się to wszystko w ten doping wtapiało...